Translate

piątek, 6 grudnia 2013

Just Ride - kilka słów o filmie

Ostatnimi dniami większość ekstremalno-rowerowej (i nie tylko) Polski żyło premierą filmu "Just Ride". Mnóstwo hałasu wokół tego tematu, wyczekiwania, konkursów (z tego miejsca wielkie dzięki dla BikeBoardu, który nagrodził mnie 2 biletami w swoim konkursie! :)) - i nareszcie nadszedł ten dzień. A więc wraz z dość liczną grupą znajomych stawiliśmy się w kinie, celem zobaczenia, cóż się naszym Rodakom udało wyprodukować...
   

  
Uczucia mam bardzo mieszane - z jednej strony super, że coś się dzieje, że są ludzie, którzy chcą promować nasze sporty i udaje im się wbić na duży ekran, w dodatku w tak znanej sieci kin, jak Multikino... Z drugiej jednak - odczuwam ogromny niedosyt tą produkcją. DH - bardziej jak enduro, żadnych konkretnych lotów, zero racingowego klimatu - ot, luźne jazdki ze znajomymi. Mając świadomość umiejętności tych riderów - naprawdę nie mogę pojąć, dlaczego nie zostało to wykorzystane... Wybaczcie Panowie, ale to nawet u nas, w płaskim Poznaniu i okolicach jest większy ogień... Podobny niedosyt odczuwam w związku z częścią slopestyle'ową - skoro nawet ja, zupełnie nie interesująca się slopem wiem, co potrafi Godziek i jaram się jego wyczynami, a w takiej produkcji praktycznie nic ciekawego nie widzę - to ponownie, zupełnie nie rozumiem, dlaczego... Z całego filmu najlepsze były części narciarsko-snowboardowe - tam chłopaki pokazali konkretne loty i trochę poopowiadali o swoich sportach - i to było bardzo dobre! I te fragmenty zgadzają się z opisem na stronie facebookowego wydarzenia: "Just Ride został podzielony na sześć odrębnych rozdziałów. Po każdym z nich oprowadza Was czołówka Polski w danej dziedzinie. Choć każdy z rozdziałów jest kompletnie inny to łączy je jedna rzecz – nierealne wyczyny przekraczające znane dotąd granice.". Za to zupełnym zaprzeczeniem była część deskorolkowa - jeśli czytam o zawodniku, że wygrywa liczne europejskie zawody, a później widzę jazdę na poziomie takim, jak na pierwszym lepszym skateparku... To znowu coś tu się nie zgadza. Co innego tak sobie na luzie pojeździć ze znajomymi, bez spiny na klejenie nie wiadomo jakich trików, a co innego nagrywać produkcję, która ma do szerszego grona odbiorców dotrzeć...
A najlepsze tak naprawdę były edity z zawodów pokazane na początku - od dawna w necie dostępne, krótkie, ale treściwe. 
Wiele osób narzeka też, że czuli się jak na jednym wielkim bloku reklamowym Sony - ale na to akurat ja narzekać nie będę, jeśli jakieś realne wsparcie zapewnili, to przecież nie po to, żeby nikt o nich nie usłyszał. Taka jest idea sponsoringu i chwała za to tej firmie, że chce wspierać te ekstremalne i mało w Polsce popularne zajawki! I powiem więcej - właśnie z uwagi na to jak będę się zabierać za zakup jakiejś kamerki, to poważnie się zastanowię nad Sony właśnie, zamiast nad powszechnie uwielbianym GoPro - bo wolę wspierać firmy, które wspierają polskie inicjatywy.



Na koniec jeszcze jedno pytanie mi się nasuwa - dla kogo tak naprawdę był ten film? Skupiając się na rowerze - osobiście widzę 2 drogi, którymi powinniśmy iść promując nasze sporty - albo konkretne produkcje z naprawdę mocnymi akcjami, promujące tą najbardziej ekstremalną stronę naszych sportów - czyli filmy, które bardziej zainteresują środowisko; albo filmy bardziej pod kątem przeciętnego "Kowalskiego" - więcej opowiadania o tych sportach, więcej pokazywania, że to sport jak każdy inny i wcale nie jesteśmy szaleńcami próbującymi się zabić ;) A tak często jesteśmy postrzegani, o ile ludzie w ogóle kojarzą mniej więcej, jak dana dyscyplina wygląda. Chodzi o to, żeby ten sport promować wśród ludu - bo więcej zawodników = większa siła przebicia = większe zainteresowanie mediów i sponsorów = większe szanse rozwoju. W "Just Ride" nie odnajduję żadnej z tych dróg. Wiem, że to jeszcze nie ten etap w PL, żeby na takie filmy chodziły rodziny z dziećmi i że zdecydowana większość widzów to ludzie ze środowiska - ale skoro tak, to można było pokazać dużo więcej! Można, i należało! Moim skromnym zdaniem film ten wymagał dopracowania, skoro miał się pojawić na dużym ekranie. To już nie była akcja typu "premiera na pinkbike'u/vimeo/youtube/cokolwiek innego" - to była szansa pokazać się szerszemu gronu, szansa nie do końca niestety wykorzystana. Ale jednocześnie - cieszę się, że są ludzie, którzy podejmują się takich projektów i wielki szacun dla Was! Mam świadomość, że włożyliście ogromną ilość pracy i powiem tylko tyle - róbcie swoje i nie zrażajcie się niezbyt pochlebnymi opiniami, od jakich roi się teraz w internecie. Ta produkcja była nieco słabsza i może nie do końca przemyślana - ale doczekać się nie mogę kolejnej, mam nadzieję że o wiele lepszej! Trzymam kciuki i powodzenia! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz