W końcu nadszedł czas długo oczekiwanego wyjazdu do
Szczawna. Zawody na poziomie o wiele wyższym niż ja (na razie) reprezentuję, to
też jechałam tam bez specjalnej spiny na wynik, bardziej po to aby nieco
potrenować i poczuć atmosferę ścigania na najwyższym światowym poziomie. Tak
więc 3 maja wczesnym rankiem, po 22h pracy
przyjechał po mnie najbardziej cierpliwy, wyrozumiały i pomocny człowiek
świata - Marek – i około godziny 5:20 wyruszyliśmy. Pogoda na początku wydawała
się nienajgorsza, co prawda słońce nie zaszczycało nas swą obecnością, ale nie
padało. Optymizm był jednak przedwczesny – im dalej jechaliśmy, tym było
gorzej, a Wrocław powitał nas istną ścianą wody.
O 9 dotoczyliśmy się na tor, krótki rzut oka – na torze błoto, ale dookoła z 3razy gorzej. Pojechaliśmy się zakwaterować, a ja po cichu liczyłam, że może przynajmniej do wieczornego treningu pogoda się ogarnie – złudna była jednak moja nadzieja. Przed 19 rejestracja, odbiór numeru startowego, informacja, że trening został odwołany, szybkie zajrzenie na tor, w zasadzie tylko po to aby przejść go pieszo, przypomnieć sobie co i jak i powrotem na naszą kwaterę. W międzyczasie pojawiła się informacja, że w godzinach 10:30-12:30 został zaplanowany dodatkowy trening, a więc nastawienie budzika, szybka kolacja i do łóżka.
O 9 dotoczyliśmy się na tor, krótki rzut oka – na torze błoto, ale dookoła z 3razy gorzej. Pojechaliśmy się zakwaterować, a ja po cichu liczyłam, że może przynajmniej do wieczornego treningu pogoda się ogarnie – złudna była jednak moja nadzieja. Przed 19 rejestracja, odbiór numeru startowego, informacja, że trening został odwołany, szybkie zajrzenie na tor, w zasadzie tylko po to aby przejść go pieszo, przypomnieć sobie co i jak i powrotem na naszą kwaterę. W międzyczasie pojawiła się informacja, że w godzinach 10:30-12:30 został zaplanowany dodatkowy trening, a więc nastawienie budzika, szybka kolacja i do łóżka.
Rano zgodnie z przewidywaniami obudziłam się kilka godzin
przed budzikiem, nie mogąc dospać – jak to zwykle przed jakimikolwiek zawodami
bywa. Solidne węglowodanowe śniadanie, spakowanie wszystkich rzeczy do auta i
około 10 wyruszyliśmy na tor. Pogoda była o wiele lepsza niż dnia poprzedniego,
tor nieco przesechł, coraz więcej zawodników się na nim pojawiało. Obserwując
zagraniczne koleżanki widziałam, że to zupełnie inna liga i daleko mi jeszcze
do nich – ale spokojnie, poczekajcie parę lat ;) miało nas być 8, niestety
jedna z zawodniczek, Helene
Fruhwirth podczas treningu zaliczyła nieprzyjemnie wyglądający upadek – nie
doleciała hopy nad bandą, uderzyła tylnym kołem i ją przerzuciło. Konieczne
było zabranie jej na noszach do szpitala, mam jednak nadzieję, że jeszcze w tym
sezonie będzie mogła powalczyć w innych edycjach Pro Tour’u. Tymczasem powoli
zbliżały się kwalifikacje, wokół toru zbierało się coraz więcej kibiców. Pojawiło
się nawet niespodziewanie kilka znajomych twarzy z Poznania :)
fot. Daniel Rodak
fot. Marek Korcz
fot. Marek Korcz
fot. Robert Bajek
fot. Marek Korcz
fot. Daniel Rodak
fot. Marek Korcz
fot. Marek Korcz
fot. Robert Bajek
fot. Marek Korcz
Wreszcie
nadszedł czas startu. Wynik delikatnie mówiąc słaby, mimo progresu od zeszłego
roku wciąż brakuje mi kondycji i przede wszystkim rozjeżdżenia się – tak to
jest, kiedy moje wspaniałe miasto postanowiło tor 4X przerobić na tor
saneczkowy (który po 1/3 robi się zupełnie płaski, ale to już Szanownych
Państwa z Rady Osiedla i Zarządu Zieleni Miejskiej nie interesuje). Ostatecznie
na metę jechałam najdłużej, pozostałe dziewczyny uplasowały się w kolejności:
Katy Curd, Lucia Oetjen, Celine Gros, Monika Hrastnik, Julia Lackas i Justyna
Kwiecińska. Jak się później okazało półfinał oraz mały i duży finał nie
zmieniły tej kolejności, a Katy po raz kolejny udowodniła, że na szczawieńskim
torze nie ma sobie równych. Przed finałami nastąpił co prawda delikatny zgrzyt
organizacyjny, mianowicie komentator informował, że pierwsze jadą kobiety,
natomiast od sędziego na bramce dowiedziałyśmy się, że mamy jechać dopiero po
ćwierćfinałach mężczyzn, jednak cała sytuacja została wyjaśniona i dalej
wszystko przebiegało bez zarzutu.
Prawdziwych
emocji dostarczyły jednak finały mężczyzn, którzy pokazali na czym tak naprawdę
polega Fourcross. Walka toczyła się do ostatnich metrów, a różnica czasowa
między pierwszymi 3 zawodnikami wyniosła zaledwie 0, 771sek. Ostatecznie
pierwszy linię mety przekroczył Tomas Slavik, za nim Michal Prokop, Scott
Beaumont, a na końcu Quentin Derbier. Zdecydowanie było to widowisko na jakie
czekali wszyscy zgromadzeni na Słonecznej Polanie wielbiciele Fourcrossu!
Wreszcie
nadszedł czas na dekorację, także w ramach Pucharu Polski, gdzie zarówno w
kategorii Juniorów, jak i Elity widać było tylko pomarańczowo-niebieskie
koszulki MTB Wieża Anna Szczawno Zdrój. Brawo Panowie! :)
Później
pozostało już tylko upchnąć wszystko do bagażnika i ruszać do Poznania, gdyż
mój kierowca, fotograf, towarzysz, pomocnik i ogólnie wszystko w jednym w
niedzielę musiał stawić się o 7 w robocie na 24h. W Poznaniu byliśmy jakoś po
3. Marku, w dalszym ciągu nadziwić się nie mogę, że chciało Ci się ze mną
jechać i bardzo, bardzo, bardzo dziękuję! :)
Natomiast wnioski
jakie nasuwają mi się po tych zawodach – po pierwsze więcej pracy nad kondycją.
Po drugie sprinty, dużo sprintów. A później jeszcze więcej sprintów, bo na
bramce ciągle znacząco zostawałam. Po trzecie przestać delikatnie przyhamowywać
bez powodu! Po czwarte zmieniać biegi, a nie cały czas jechać na tym, który mam
na bramce. Po piąte – luz tuż przed startem, bo ciągle zaczynam się delikatnie
stresować i ustać stabilnie nie mogę – a poza zawodami nie mam z tym problemu. Czyli
dziś nieco odpoczywamy, a od jutra zabieramy się za przygotowania do lipcowych
Mistrzostw Polski, na które planuję przyjechać parę dni wcześniej, żeby
bardziej się rozjeździć i oswoić z torem. Obiecuję, że na następnych zawodach
będzie szybciej i lepiej!
A na koniec trochę
zdjęć ode mnie i mojego towarzysza:
Fot. Patrycja Łata: https://plus.google.com/photos/117275420724178293505/albums/5874596312239682337







Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDzięki, obiecuję, że teraz będzie już tylko lepiej :)
UsuńPozdrawiam ;)