Translate

niedziela, 5 maja 2013

4X Pro Tour Round #1 Festina Night Race Szczawno Zdrój – relacja



W końcu nadszedł czas długo oczekiwanego wyjazdu do Szczawna. Zawody na poziomie o wiele wyższym niż ja (na razie) reprezentuję, to też jechałam tam bez specjalnej spiny na wynik, bardziej po to aby nieco potrenować i poczuć atmosferę ścigania na najwyższym światowym poziomie. Tak więc 3 maja wczesnym rankiem, po 22h pracy  przyjechał po mnie najbardziej cierpliwy, wyrozumiały i pomocny człowiek świata - Marek – i około godziny 5:20 wyruszyliśmy. Pogoda na początku wydawała się nienajgorsza, co prawda słońce nie zaszczycało nas swą obecnością, ale nie padało. Optymizm był jednak przedwczesny – im dalej jechaliśmy, tym było gorzej, a Wrocław powitał nas istną ścianą wody.
 

O 9 dotoczyliśmy się na tor, krótki rzut oka – na torze błoto, ale dookoła z 3razy gorzej. Pojechaliśmy się zakwaterować, a ja po cichu liczyłam, że może przynajmniej do wieczornego treningu pogoda się ogarnie – złudna była jednak moja nadzieja. Przed 19 rejestracja, odbiór numeru startowego, informacja, że trening został odwołany, szybkie zajrzenie na tor, w zasadzie tylko po to aby przejść go pieszo, przypomnieć sobie co i jak i powrotem na naszą kwaterę. W międzyczasie pojawiła się informacja, że w godzinach 10:30-12:30 został zaplanowany dodatkowy trening, a więc nastawienie budzika, szybka kolacja i do łóżka.
Rano zgodnie z przewidywaniami obudziłam się kilka godzin przed budzikiem, nie mogąc dospać – jak to zwykle przed jakimikolwiek zawodami bywa. Solidne węglowodanowe śniadanie, spakowanie wszystkich rzeczy do auta i około 10 wyruszyliśmy na tor. Pogoda była o wiele lepsza niż dnia poprzedniego, tor nieco przesechł, coraz więcej zawodników się na nim pojawiało. Obserwując zagraniczne koleżanki widziałam, że to zupełnie inna liga i daleko mi jeszcze do nich – ale spokojnie, poczekajcie parę lat ;) miało nas być 8, niestety jedna z zawodniczek, Helene Fruhwirth podczas treningu zaliczyła nieprzyjemnie wyglądający upadek – nie doleciała hopy nad bandą, uderzyła tylnym kołem i ją przerzuciło. Konieczne było zabranie jej na noszach do szpitala, mam jednak nadzieję, że jeszcze w tym sezonie będzie mogła powalczyć w innych edycjach Pro Tour’u. Tymczasem powoli zbliżały się kwalifikacje, wokół toru zbierało się coraz więcej kibiców. Pojawiło się nawet niespodziewanie kilka znajomych twarzy z Poznania :)
 
              fot. Daniel Rodak
              fot. Marek Korcz
              fot. Marek Korcz
              fot. Robert Bajek
                      fot. Marek Korcz

Wreszcie nadszedł czas startu. Wynik delikatnie mówiąc słaby, mimo progresu od zeszłego roku wciąż brakuje mi kondycji i przede wszystkim rozjeżdżenia się – tak to jest, kiedy moje wspaniałe miasto postanowiło tor 4X przerobić na tor saneczkowy (który po 1/3 robi się zupełnie płaski, ale to już Szanownych Państwa z Rady Osiedla i Zarządu Zieleni Miejskiej nie interesuje). Ostatecznie na metę jechałam najdłużej, pozostałe dziewczyny uplasowały się w kolejności: Katy Curd, Lucia Oetjen, Celine Gros, Monika Hrastnik, Julia Lackas i Justyna Kwiecińska. Jak się później okazało półfinał oraz mały i duży finał nie zmieniły tej kolejności, a Katy po raz kolejny udowodniła, że na szczawieńskim torze nie ma sobie równych. Przed finałami nastąpił co prawda delikatny zgrzyt organizacyjny, mianowicie komentator informował, że pierwsze jadą kobiety, natomiast od sędziego na bramce dowiedziałyśmy się, że mamy jechać dopiero po ćwierćfinałach mężczyzn, jednak cała sytuacja została wyjaśniona i dalej wszystko przebiegało bez zarzutu. 
Prawdziwych emocji dostarczyły jednak finały mężczyzn, którzy pokazali na czym tak naprawdę polega Fourcross. Walka toczyła się do ostatnich metrów, a różnica czasowa między pierwszymi 3 zawodnikami wyniosła zaledwie 0, 771sek. Ostatecznie pierwszy linię mety przekroczył Tomas Slavik, za nim Michal Prokop, Scott Beaumont, a na końcu Quentin Derbier. Zdecydowanie było to widowisko na jakie czekali wszyscy zgromadzeni na Słonecznej Polanie wielbiciele Fourcrossu!
Wreszcie nadszedł czas na dekorację, także w ramach Pucharu Polski, gdzie zarówno w kategorii Juniorów, jak i Elity widać było tylko pomarańczowo-niebieskie koszulki MTB Wieża Anna Szczawno Zdrój. Brawo Panowie! :) 
Później pozostało już tylko upchnąć wszystko do bagażnika i ruszać do Poznania, gdyż mój kierowca, fotograf, towarzysz, pomocnik i ogólnie wszystko w jednym w niedzielę musiał stawić się o 7 w robocie na 24h. W Poznaniu byliśmy jakoś po 3. Marku, w dalszym ciągu nadziwić się nie mogę, że chciało Ci się ze mną jechać i bardzo, bardzo, bardzo dziękuję! :)


Natomiast wnioski jakie nasuwają mi się po tych zawodach – po pierwsze więcej pracy nad kondycją. Po drugie sprinty, dużo sprintów. A później jeszcze więcej sprintów, bo na bramce ciągle znacząco zostawałam. Po trzecie przestać delikatnie przyhamowywać bez powodu! Po czwarte zmieniać biegi, a nie cały czas jechać na tym, który mam na bramce. Po piąte – luz tuż przed startem, bo ciągle zaczynam się delikatnie stresować i ustać stabilnie nie mogę – a poza zawodami nie mam z tym problemu. Czyli dziś nieco odpoczywamy, a od jutra zabieramy się za przygotowania do lipcowych Mistrzostw Polski, na które planuję przyjechać parę dni wcześniej, żeby bardziej się rozjeździć i oswoić z torem. Obiecuję, że na następnych zawodach będzie szybciej i lepiej!

A na koniec trochę zdjęć ode mnie i mojego towarzysza:

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, obiecuję, że teraz będzie już tylko lepiej :)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń